reklama

„Dziecko wnosi radość”. Rozmawiamy z zawodową rodziną zastępczą z Dąbia

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

„Dziecko wnosi radość”. Rozmawiamy z zawodową rodziną zastępczą z Dąbia - Zdjęcie główne
Autor: Archiwum rodzinne | Opis: Rodzinne zdjęcie w Rzeszowie

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościZ Patrycją Krężel-Gumienną i Piotrem Gumiennym, zawodową rodziną zastępczą, rozmawiamy o tym, jak wygląda codzienność z czwórką dzieci, skąd wziął się pomysł na taką drogę życia i czy da się przygotować na moment, gdy dziecko może odejść.
reklama

Giovanna Jakimowicz: Jak wygląda dziś państwa rodzina? Ile dzieci mają państwo obecnie pod opieką?

Patrycja Krężel-Gumienna: W tym momencie mamy czwórkę dzieci. Pierwszy do nas trafił Dawid - przyszedł 30 czerwca 2022 roku jako sześciomiesięczne dziecko. Dziś ma cztery i pół roku. Potem, w 2023 roku, przyszedł do nas Fabian - miał wtedy rok. W zeszłym roku dołączyła Samanta, która ma dziś 10 lat. A teraz, w lutym, przybył do nas Antoś. To jeszcze maleństwo - miał trzy tygodnie.

Trzy tygodnie? To naprawdę bardzo małe dziecko. Zdarza się, że tak małe dzieci trafiają do rodzin zastępczych?

reklama

Patrycja Krężel-Gumienna: Zdarza się, chociaż nam też się wydawało, że aż tak małe dzieci raczej nie trafiają do pieczy zastępczej. Ale wszystko zależy od sytuacji. Tutaj były takie przesłanki, że dziecko od razu musiało trafić do rodziny zastępczej. Z Dawidem było podobnie, tylko on najpierw trafił do pogotowia rodzinnego, a do nas przyszedł jako sześciomiesięczny chłopiec.

Jak wygląda taki moment? Przygotowuje się człowiek psychicznie, czeka na dziecko, ale jednak telefon może zadzwonić nagle.

Patrycja Krężel-Gumienna: My czekaliśmy na to. Można powiedzieć, że byliśmy już na takim etapie gotowości. Czeka się na telefon, czeka się na wiadomość. I kiedy pracownicy PCPR w Mielcu dzwonią i mówią, że jest konkretne dziecko do umieszczenia w rodzinie, to my musimy podjąć decyzję, czy się zgadzamy. To zawsze zależy od nas. Ale prawda jest taka, że jak dzwonią z taką informacją, to my się cieszymy. Dziecko wnosi radość.

reklama

Od kiedy są państwo rodziną zastępczą?

Patrycja Krężel-Gumienna: Sama decyzja dojrzewała długo. W 2020 roku podjęliśmy decyzję, że idziemy w tym kierunku. Wtedy też rozpoczęliśmy szkolenie. W 2021 roku je skończyliśmy. A potem już czekaliśmy na telefon.

Skąd w ogóle wziął się taki pomysł?

Patrycja Krężel-Gumienna: U nas to było związane z tym, że nie mogliśmy mieć własnych dzieci. Ale gdzieś od początku mieliśmy w głowie, że jeśli nie uda się biologicznie, to chcemy zostać rodziną zastępczą. Ja zawsze chciałam dużą rodzinę. Myślałam kiedyś, że może trójka dzieci. Życie dało nam inną drogę, ale potrzeba bycia mamą została.

reklama

Dlaczego wybrali państwo rodzinę zastępczą, a nie adopcję?

Piotr Gumienny: Bo dużo dzieci potrzebuje pomocy.

Patrycja Krężel-Gumienna: Tak to czuliśmy. Że możemy dać dzieciom dom, miłość, rodzinę, tego, czego nie mają. A przy okazji skorzystamy też my, bo spełniają się nasze marzenia. Gdzieś od początku związku chcieliśmy dużej rodziny.

Rodzina zastępcza to jednak coś innego niż adopcja - zawsze istnieje możliwość, że dziecko wróci do rodziny biologicznej. Jak państwo sobie z tym radzą?

reklama

Patrycja Krężel-Gumienna: To jest bardzo trudne. Ja to mówię tak trochę brutalnie, że trzeba się wyłączyć emocjonalnie w tym aspekcie. Ale to jest tylko takie powiedzenie, bo do końca się nie da. My na przykład mamy sytuację Fabiana, gdzie prawdopodobnie on wróci do rodziny biologicznej. I my już żyjemy z tą świadomością od dłuższego czasu. Gdzieś w głowie oswajam się z tą myślą, próbuję to przepracować. Myślę o tym, że to jemu ma być dobrze.

Piotr Gumienny: Nie jest to łatwe. Człowiek ma świadomość, przygotowuje się, że takie coś może się stać. 

Czy da się w ogóle wyłączyć emocje, kiedy wychowuje się dziecko na co dzień?

Patrycja Krężel-Gumienna: Nie, do końca się nie da. I chyba nigdy się nie da. Jak się o tym mówi, to jest trudno. Dlatego ja staram się o tym nie myśleć za dużo. Ale wiadomo, że człowiek się przywiązuje.

Jak buduje się relację z dziećmi, które trafiają do rodziny zastępczej? Zwłaszcza jeśli to są dzieci starsze?

Piotr Gumienny: To przychodzi naturalnie. Trzeba rozmawiać z dziećmi, spędzać z nimi czas pokazać że jest ważne, że ważne są jego problemy, radości, trudności, emocje które przeżywa. I wspierać go w tym wszystkim, akceptować. Relacja buduje się w sposób naturalny, dzień po dniu. Nagle to po prostu już jest. A człowiek się martwił. 

Patrycja Krężel-Gumienna: Z małymi dziećmi to właściwie dzieje się samo. Ale przy starszym dziecku, takim jak Samanta, zastanawialiśmy się, jak to będzie. Jak my się odnajdziemy, jak ona się odnajdzie. A potem to przyszło naturalnie. Tak jakby była u nas od zawsze. Tylko oczywiście na początku trzeba się poznać. My mówimy: najpierw poznajesz nasze reguły, co wolno, czego nie wolno, co jest dobre, a co złe. Nie możemy od razu wymagać wszystkiego, bo dziecko jeszcze nie wie, jak funkcjonuje nasz dom.

Czy starsze dzieci potrzebują więcej czasu, żeby zaufać?

Patrycja Krężel-Gumienna: Tak, zdecydowanie. Przy starszych dzieciach to zaufanie buduje się długo. Bo one już są po różnych doświadczeniach. Przez kilka, kilkanaście lat mieszkały z rodzicami biologicznymi, miały swoją historię, mogły doznawać jakieś traumy. Potem zostały zabrane i trafiły do kolejnych dorosłych. Pewnie trudno o zaufanie do dorosłych, gdy wcześniej zostały zranione emocjonalnie czy fizycznie. Taki dzieciak nie zaufa od razu. Wydaje mi się, że my cały czas musimy budować zaufanie. Pokazywać, że nie zrobimy krzywdy, że nie oddamy, że można na nas liczyć. Przy małych dzieciach jest inaczej. One wchodzą w rodzinę i szybciej zaczynają traktować nas jak mamę i tatę.

Jak wygląda codzienność takiej rodziny?

Patrycja Krężel-Gumienna: To zależy od zmian męża, bo on pracuje. Kiedy ma pierwszą zmianę, rano ogarnia wysłanie dzieci do szkoły i przedszkola, a ja mogę trochę odpocząć, zwłaszcza po nocach z najmłodszym. Kiedy ma inną zmianę, organizujemy to inaczej. Dzielimy się obowiązkami. Mąż dużo zajmuje się logistyką – wyjazdami do lekarzy, specjalistów, szpitali. Ja   zajmuję się domem. Ale tak naprawdę wszystko robimy wspólnie i na bieżąco dostosowujemy się do sytuacji.

Czy mężowi, mimo pracy, udaje się mieć dobrą relację z dziećmi?

Patrycja Krężel-Gumienna: Tak. I to bardzo. Dzieci bardzo na niego czekają. Pytają, kiedy wróci, którą ma zmianę. Jak jest w domu, jest bardzo aktywny. Wieczorne kąpanie, opieka, weekendy - on naprawdę jest obecny. Fabian jest bardzo uczuciowy, przychodzi się przytulać, żegnać, witać. Samanta też go bardzo potrzebuje. To wszystko dzieje się bardzo naturalnie.

Czy dzieci mają jakieś szczególne trudności zdrowotne albo rozwojowe?

Piotr Gumienny: Tak, są różne problemy.

Patrycja Krężel-Gumienna: Mamy dzieci z różnymi trudnościami i problemami zdrowotnymi.  Dwoje z nich ma orzeczoną niepełnosprawność. Są też problemy edukacyjne, rozwojowe. To nie wynika ze złej woli dzieci, tylko z tego, co już przeszły i z jaką historią do nas trafiły.

Czy korzystają państwo z pomocy psychologów, specjalistów, PCPR-u?

Patrycja Krężel-Gumienna: Tak, jesteśmy w stałym kontakcie. Jeśli trzeba, dzwonimy, pytamy, umawiamy się. To nie jest tak, że zostajemy z czymś sami. Naprawdę jest pomoc, doradztwo, odpowiedzi na pytania - zawsze jest ktoś z kim możemy porozmawiać w razie trudności. Nigdy nie zostajemy bez pomocy. Ta współpraca naprawdę dobrze działa. Przy dzieciach z większymi problemami zdrowotnymi to jest bardzo ważne, bo my też uczymy się wszystkiego od początku.

Piotr Gumienny: Jeśli chodzi o Mielec, to my mamy naprawdę bardzo dobre wsparcie. 

A jak oceniają państwo cały system rodzin zastępczych w Polsce?

Piotr Gumienny: U nas, lokalnie, naprawdę dobrze.

Patrycja Krężel-Gumienna: Nie wiemy jak działają inne pcpr-y w Polsce. Natomiast my zawsze możemy liczyć na pomoc i wsparcie pracowników PCPR w Mielcu.

Czy pamiętają państwo swoje obawy sprzed przyjęcia pierwszego dziecka?

Piotr Gumienny: Ja chyba nie miałem takich obaw.

Patrycja Krężel-Gumienna: Ja byłam tym motorem napędowym, więc bardzo chciałam pełnić funkcję rodziny zastępczej. Ale później oczywiście przyszły wątpliwości i pytania: jak to będzie, czy damy radę, czy się odnajdziemy, jak się zachować, co mówić, jak wychowywać, gdy w naszej rodzinie pojawi się obce dziecko. Przy Samancie też miałam obawy - jak się będziemy wobec siebie zachowywać, ile można wymagać, jak wdrożyć dużemu dziecku zasady, normy postępowania. Ale wszystko przyszło naturalnie. 

Czy zdarzają się chwile zwątpienia? Takie momenty: „już nie daję rady”?

Patrycja Krężel-Gumienna: Nie. Zmęczenie - tak. Ale zwątpienia nie. Piotr Gumienny: Nie.  

Czy przy czwórce dzieci zostaje jeszcze czas dla państwa jako małżeństwa?

Patrycja Krężel-Gumienna: Jest trudno. To prawda. Trzeba świadomie organizować ten czas. Wszystko zależy od grafiku męża, od dzieci, od obowiązków. Ale próbujemy.

Jak reagowali bliscy na państwa decyzję?

Patrycja Krężel-Gumienna: Bardzo pozytywnie. Nie było straszenia, nie było odwodzenia. Raczej takie: „super”, „wow”, „gratuluję”.

Piotr Gumienny: Raczej zawsze pozytywnie.

A otoczenie? Ludzie, którzy widzą państwa z dziećmi? Patrycja Krężel-Gumienna: Jeszcze nie zdążyliśmy tak naprawdę wyjść wszędzie z całą czwórką, bo Antoś jest z nami krótko. Ale z trójką już bywaliśmy i raczej odbiór był pozytywny. Bez negatywnych komentarzy.

Pamiętają państwo jakiś szczególny moment z początku tej drogi?

Patrycja Krężel-Gumienna: Tak, pamiętam moment, kiedy pojechaliśmy po Dawida. Byliśmy u niego wcześniej kilka razy, żeby nas poznał. Potem wracaliśmy z nim wieczorem do domu i to, co mnie wtedy zaskoczyło, to jego spokój. Nie płakał, przespał noc. A później, po jednym z wyjazdów do znajomych, gdzie miał kolegów i naprawdę dobrze się bawił, wróciliśmy z nim do domu i on położył się na łóżku tak, jakby wrócił do swojego miejsca. Jakby wrócił do domu. To było bardzo mocne.

Czy myślą już państwo o przyjęciu kolejnych dzieci?

Patrycja Krężel-Gumienna: Tak, myślę, że tak. Nie wiemy jeszcze, jak będzie wyglądał moment odejścia pierwszego dziecka, bo jeszcze tego nie przeżyliśmy. Ale wiemy, że tych dzieci, które potrzebują domu, jest bardzo dużo. I chyba właśnie to nas pcha do przodu - że jest taka potrzeba, a my moglibyśmy to zapewnić.

Czyli mimo wszystkich trudności powiedzieliby państwo, że warto?

Patrycja Krężel-Gumienna: Tak. Zdecydowanie warto.

Piotr Gumienny: Tak.

reklama
Artykuł pochodzi z portalu korso.pl. Kliknij tutaj, aby tam przejść.
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
logo