Ekstremalna Droga Krzyżowa to specyficzna forma modlitwy. Od klasycznej drogi krzyżowej – odmawianej w kościele, prywatnie czy na wyznaczonych do tego szlakach – różni ją wiele. Sama trasa to kilkadziesiąc kilometrów, często w zalesionym, nieznanym terenie. Nie ma tutaj głośno czytanych rozważań, pieśni ani prowadzącego. Uczestnicy wędrują sami, pozostając jedynie w bezpiecznych odległościach, pozwalających na pewne przemierzanie trasy. Rozważania odczytuje się samodzielnie. Nie ma rozmów. No chyba, że jedna, bo modlitwa – zgodnie z definicją – to rozmowa z Bogiem.
To już 12 EDK wyruszająca z Mielca. Chętni rozpoczęli Mszą świętą w parafii Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, a następnie z odblaskami, krzyżykami i pakietami startowymi wyruszyli w swoje trasy. W tym roku udało się policzyć uczestników: było ich 460.
Co sprawia, że wybiera się kilkadziesiąt kilometrów marszu w mroku i ciszy?
"Chciałam coś zmienić w swoim życiu, chciałam się bardziej zbliżyć do Jezusa i pokonać swój strach. Boję się ciemności i nocnych wędrówek"
- mówi jedna z uczestniczek, której towarzyszą koledzy.
Inna uczestniczka, która wybrała trasę z Mielca do Cmolasu, wyjaśnia swoją motywację:
"Chcieliśmy spróbować swoich sił, zawierzyć swoje trudy. Dla mnie to jest pierwszy raz. Idę z kompanami, mam nadzieję, że nam się uda dotrzeć i że to będzie owocne"
Jak się okazuje największym wyzwaniem jest to, by Ekstremalna Droga Krzyżowa nie była tak ekstremalna jak na to wygląda. Organizatorzy dokładnie planują trasy w taki sposób, by były one bezpieczne, mimo że nie są może... oczywiste.
Uczestnicy mieli do wyboru kilka tras w tym do Pilzna, Pacanowa, Sandomierza czy Ropczyc. Na miejsca dotrą nocą lub nad ranem.
Komentarze (0)