Giovanna Jakimowicz: Zacznę od tego, że koła gospodyń wiejskich przez lata kojarzyły się przede wszystkim z osobami starszymi, głównie z takimi zainteresowaniami związanymi z jesienią życia. Tymczasem dzisiaj wygląda to zupełnie inaczej. Panie zrzeszone w kołach gospodyń wiejskich to osoby prężnie działające, prowadzące własne biznesy, często dużo młodsze i bardzo dumne z tego, że należą do tych organizacji. Kiedy to się zmieniło i jak udało się tego dokonać? Myślę, że jest to jednak efekt pracy włożonej przez wiele osób, a nie naturalna zmiana.
Karolina Suchecka: Tak, rzeczywiście możemy zauważyć tę różnicę w wizerunku kół gospodyń wiejskich, porównując to, co było 20 czy 30 lat temu, z tym, jak wyglądają koła obecnie. Dzisiaj członkiniami są często kobiety bardzo aktywne zawodowo, zajmujące kierownicze stanowiska, mające swoje pasje, hobby i dodatkowe zajęcia poza pracą. Wydaje mi się, że kobiety coraz częściej chcą mieć też taką przestrzeń dla siebie i budować swój autorytet. Chcą być istotne, widoczne w społeczeństwie.
Czyli mieć moc sprawczą?
Chcą być aktywne. Ogólnie można powiedzieć, że zmienił się wizerunek kobiety, co tak naprawdę przełożyło się również na wizerunek kół gospodyń wiejskich. Ponieważ najczęściej członkiniami kół są właśnie panie, to przez to, że zmienił się wizerunek kobiety, zmieniło się również postrzeganie i działalność kół gospodyń wiejskich.
Tutaj mówi pani o wizerunku kobiety. Co dokładnie się zmieniło? Czy chodzi o to, że już nie rozumiemy roli kobiety wyłącznie jako tej związanej z domem, czy jest tutaj jakaś inna droga?
Wydaje mi się, że mimo tego, że kobieta jest aktywna w domu, jest gospodynią, jest matką, jest żoną i pełni obowiązki domowe, to chce też czegoś więcej. Chce wyjść z tego domu, chce być aktywna zawodowo, chce mieć swoją przestrzeń, więc chce się realizować. Przede wszystkim kobieta chce się realizować.
Pani realizuje się oczywiście zawodowo, ale też rodzinnie, w Kole Gospodyń Wiejskich, a dodatkowo promuje pani takie holistyczne spojrzenie na to, co dzieje się w tej małej społeczności, którą mamy. Pani posty często dotykają problemów społecznych, tego, jak patrzymy na siebie nawzajem.
Tak, staram się obserwować społeczeństwo i zmiany zachodzące w ludziach. Obserwuję to, co dzieje się na bieżąco tutaj u nas, na wsi. Też z wykształcenia jestem socjologiem i tak naprawdę z roku na rok coraz bardziej czuję się nim, mimo że nie pracuję w zawodzie.
To, że mieszka pani na wsi, jeszcze bardziej pani to umożliwiło?
Myślę, że tak. Dało mi to na pewno jakieś możliwości. Zaczęłam też zauważać więcej, zaczęłam częściej pracować z ludźmi, przebywać z ludźmi. Uwielbiam też kontakt z ludźmi prywatnie, uwielbiam rozmawiać, więc tak, odnalazłam się w tym.
Koło gospodyń wiejskich to gospodyni nie tylko w domu, ale również osoba, która czuje odpowiedzialność za tę małą społeczność, za sołectwo, prawda? Możemy to jeszcze dzisiaj robić, kiedy ludzie nie lubią, kiedy ktoś zwraca im uwagę? Zwróciła pani kiedyś uwagę w jednym ze swoich postów, że mówimy dzieciom, kiedy wychodzą: „Uważajcie na siebie”, ale powinniśmy też mówićL „uważajcie na innych”.
Myślę, że to jest bardziej zwrócenie uwagi na problem, otworzenie oczu, tak naprawdę powiedzenie głośniej o czymś. Ale łatwo jest być prorokiem we własnej ojczyźnie. Mamy sporo udostępnień, dużo komentarzy, dużo polubień pod takimi właśnie osobistymi przedstawieniami sytuacji.
Zdarza się pani, że ktoś później zwraca się do pani, podejmuje rozmowę, odnosi się do tego, co pani napisała?
Tak, zdarzyło się. Są komentarze pod moimi postami, aktywności. Też jakiś czas temu odezwała się państwa redakcja i chciała napisać artykuł o moim poście. Było to dla mnie bardzo miłe, że temat, który ja poruszyłam, który ja zauważyłam, został też zauważony przez państwa i potraktowany jako ważny.
Taka jest nasza rola. Nasza jest bardziej powiatowa, a pani tutaj mówi o sołectwie, czyli o tej takiej małej społeczności. Jak wygląda jego życie i funkcjonowanie KGW?
Realizujemy mnóstwo projektów, mnóstwo wydarzeń, warsztatów. Aktualnie pracujemy nad nowymi projektami, planujemy, piszemy też projekty, sprawozdania, zamykamy poprzednie. Cały czas coś się dzieje. Zresztą można zobaczyć na naszym profilu. Teraz był taki okres, kiedy tych wydarzeń było bardzo dużo. Działamy też zimą, kiedy może się wydawać, że to czas odpoczynku. To też jest okres świąteczny, który daje dużo możliwości.
Zresztą tradycja jest naszym mottem przewodnim. Cały czas ją kultywujemy i pielęgnujemy. Mamy Święta Bożego Narodzenia, mamy jarmarki świąteczne organizowane w Padwi Narodowej, mamy ubieranie choinki. Tak naprawdę to już któryś rok z rzędu, kiedy się to odbywa, więc są to takie nasze małe tradycje, które wprowadziliśmy do sołectwa i do gminy.
Są to imprezy powtarzalne i uczestniczymy w nich. Następnie styczeń przynosi kolejne plany, kolejne projekty, które będziemy realizować - jasełka, później bale karnawałowe. Zima absolutnie nie jest odpoczynkiem.
Aby to wszystko zrealizować, potrzebne są fundusze. Panie są biegłe w tym, aby te fundusze pozyskiwać z różnych źródeł.
Tak, Koła Gospodyń Wiejskich dają wiele możliwości pozyskiwania środków zewnętrznych. Tutaj na pewno istotną pomocą są dotacje z Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. To bezapelacyjnie trzeba przyznać, że jest to taki super zastrzyk i możliwość realizacji wielu projektów.
Oprócz tego możemy same pisać projekty i pozyskiwać fundusze. Tak jak w czerwcu udało nam się pozyskać środki z Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Miałyśmy przyjemność zorganizować ogromny projekt „Bezpieczne Wojków”. Zawiązałyśmy mnóstwo współprac, mnóstwo takich pozytywnych relacji, gdzie zorganizowałyśmy prelekcje z zakresu bezpieczeństwa.
Bardzo chwalę sobie współpracę z Ośrodkiem Doradztwa Rolniczego, z Kasą Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego czy też BHP Service. Te firmy i instytucje mocno się zaangażowały i naprawdę bardzo to doceniam. Tutaj też warto podkreślić, że mocno współpracujecie z Gminnym Ośrodkiem Kultury i samorządami. Wójt gminy Padew Narodowa zawsze bardzo pozytywnie wspiera każdą naszą inicjatywę. Jeśli widzi jakiś pomysł, to naprawdę zawsze mamy wsparcie z jego strony. Nie tylko nasze koło. Myślę, że każde koło tutaj w naszej gminie.
W takim razie co przed nami? Nad jakim projektem teraz panie pracują?
Plany są. Chcemy zorganizować w najbliższym czasie warsztaty, tak jak już wcześniej chyba wspomniałam. We wrześniu zorganizowałyśmy warsztaty dla dorosłych. Z kolei w październiku planujemy warsztaty dla nieco młodszych dzieci. Jeśli chodzi o tematykę, jeszcze nie będę jej zdradzać.
Czyli niespodzianka.
Dokładnie. Ale szykuje się coś naprawdę ciekawego i myślę, że dzieci skorzystają.
Dobrze, a ja zapytam jeszcze, bo organizowała pani z pewnością niejedno tego rodzaju wydarzenie społeczne czy kulturalne. Czy pamięta pani jakiś kryzys, który na drodze do realizacji wydarzenia, tego finału, spotkał panią albo całe koło? Takie wydarzenie, po którym pomyślała pani: „Nie damy rady, a jednak się udało”. Pytam, bo jestem ciekaw, czy takie rzeczy się zdarzają, czy zawsze wszystko idzie gładko.
Nie, to nigdy nie idzie gładko (śmiech). Jeśli coś jest robione na gorąco, organizacja często odbywa się szybko, część rzeczy zostawiamy tak naprawdę na ostatnią chwilę, bo nie wszystko da się zrobić wcześniej. Zawsze coś się wydarzy. Zawsze zabraknie sztućców, zabraknie wody, prądu. Ostatnia taka sytuacja miała miejsce choćby podczas Święta Ziemniaka w Padwi w ubiegły weekend.
Przygotowałyśmy pięknie stoisko. Wszystko było już gotowe. Miałyśmy mocno jesienne dekoracje - elementy lasu, grzyby, dynie i tak dalej. W pewnym momencie, kiedy skończyłyśmy wszystko przygotowywać, zauważyłyśmy, że nie mamy ziemniaka.
Czyli Święto Ziemniaka bez ziemniaka nie mogło się odbyć.
Ale szybko udało się go zorganizować, więc finalnie ziemniak był na Święcie Ziemniaka. Musiał być.
Czyli kiedy przygotowujemy się do jakiegoś wydarzenia, trzeba mieć na względzie, że coś na pewno może pójść nie tak, ale i tak trzeba działać.
Tak, dokładnie.
Czyli nie brakuje samozaparcia?
Tak. Zawsze są jakieś niespodzianki, ale myślę, że grunt to sobie z nimi na bieżąco radzić.
Jeżeli ktoś zastanawiałby się nad dołączeniem do koła i myślał: „Czy powinnam? Czy nadaję się? Czy coś wniosę?”, to co doradziłaby pani takiej osobie?
Po prostu spróbuj. Jeśli nawet uważasz w tym momencie, że to nie jest dla ciebie, daj sobie szansę. Ja też przechodziłam przez taki moment, kiedy powiedziałam: „Nie, to chyba nie dla mnie”. Pamiętam, że moja starsza koleżanka właśnie z Koła Gospodyń powiedziała: „Karolina, poczekaj, daj sobie czas”. I w tym momencie jestem jej za to wdzięczna.
Tak, realizuje się pani.
Tak. Ten czas naprawdę pokazał, że można robić dużo ważnych rzeczy i często też realizować się po pracy. Mieć tę swoją przestrzeń - dla siebie, dla drugiego człowieka, po prostu być z drugą kobietą.
Tutaj jeszcze wrócę do tego, o czym mówiłyśmy na początku - że Koło Gospodyń Wiejskich jest miejscem realizacji i miejscem takiej dumy. Czy widzi pani na przestrzeni lat, że Polacy zaczęli być bardziej dumni ze swojej tradycji? Że przestali się wstydzić pewnych jej elementów?
Zdecydowanie tak. Tutaj też na pewno należy zwrócić uwagę na to, jak gminy się rozwijają. Jakie inwestycje są podejmowane, ile nowych budynków powstaje, jak rozwija się infrastruktura, drogi i tak dalej. Możliwości też automatycznie się zwiększają.
A Koła Gospodyń Wiejskich wydaje mi się, że są takim dopełnieniem samorządów. To jest taka kobieca dłoń, która tak naprawdę buduje atmosferę. Tak jak kobieta w domu buduje atmosferę, tak tutaj, w gminach, to my tworzymy tę atmosferę.
Czyli to jest to miejsce...
Tak, gdzie pracujemy, żyjemy i jesteśmy z ludźmi i dla ludzi.
Tego życzę, aby tak nadal było. Dziękuję pani bardzo.
Dziękuję serdecznie.
Komentarze (0)