Od dwóch lamp do całej kolekcji
Dawniej, gdy elektryczność nie była jeszcze powszechnie dostępna, oświetlały domy i pomagały mieszkańcom w codziennych obowiązkach. Ich użytkowanie miało jednak swoją cenę, a dodatkowo nie były one tak efektywne jak współczesne, elektryczne oświetlenie. Dzięki ciepłemu światłu, które wytwarzały lampy naftowe w domach panował specyficzny, ciepły, wieczorny klimat, kojarzony przez nas głównie z filmów kostiumowych. Użytkownicy naftówek z dawnych lat w prawdzie mogli wykonywać czynności, pracować, czytać i pisać, ale nie zaburzało to radykalnie dobowego rytmu snu.
Dziś lampy naftowe są przede wszystkim pamiątką minionych czasów. Dla pana Jana z Tuszowa Narodowego stały się natomiast pasją, której poświęca wolne chwile. Podobnie jak w przypadku wielu seniorów, także pan Jan po przejściu na emeryturę miał do dyspozycji ogromną ilość wolnego czasu do spożytkowania. Z pomocą przyszły mu naftowe lampy.
Bakcyl
Wszystko zaczęło się po przejściu na emeryturę, kiedy pojawiło się więcej wolnego czasu i potrzeba znalezienia sobie nowego zajęcia.
Po przejściu na emeryturę musiałem się czymś zająć, bo nudziło mi się dosłownie. Oprócz tego dostałem od kolegi takie dwie lampy naftowe i od tego się po prostu zaczęło
- wspomina nam pan Jan.
Od tamtej pory kolekcja systematycznie się rozrasta. Każdy wyjazd może zakończyć się znalezieniem kolejnego egzemplarza. Obecnie jest to około 70 lamp - od malutkich, mieszczących się w dłoni, po duże, stojące na dugich nogach czy takie stojące na stole czy komodzie. Jedne są szklane, inne porceloanowe, są takie wykonane fabrycznie jak i zdobione ręcznie, niektóre ewidętnie pasujące do damskich toaletech, inne pochodzą rodem z XIX-wiecznej biblioteki, a sam Ignacy Rzecki mógłby pisać przy ich świetle swój pamiętnik.
Noce i dnie w muzeum
Tak duża liczba lamp wymaga nie tylko miejsca, ale również regularnego czyszczenia i pielęgnacji, a nie jest to łatwe zajęcie, biorąc pod uwagę koronkową robotę, z jaką mamy do czynienia. Pan Jan przyznaje, że jego zamiłowanie do kolekcjonowania ma też swoją mniej romantyczną stronę.
Na pytanie, co o stale powiększających się zbiorach sądzi żona - gospodyni miejsca - odpowiada:
-
Żona troszkę jest zmęczona tym, bo trzeba kurz co jakiś czas zbierać. Odkurzamy te lampy, wycieramy kurze, ale jest tego coraz więcej. Mówi, że z domu zrobiłem muzeum.
Cóż, noc w muzeum i w supermarkecie na pewno jest marzeniem dzieciństwa wielu z nas. Pan Jan i jego żona mogą codziennie realizować jedno z nich.
Czy orgament jest zbrodnią?
Dla pana Jana lampy naftowe mają wartość nie tylko jako przedmioty kolekcjonerskie, ale również jako świadectwo dawnych czasów. Dlatego zdecydowanie sprzeciwia się przerabianiu zabytkowych egzemplarzy na oświetlenie elektryczne:
Kiedyś byłem na pchlim targu i zobaczyłem parę lamp naftowych przerobionych na prąd. To jest barbarzyństwo, bo na prąd lampy piękne można kupić współczesne, a psucie tych lamp zabytkowych to grzech
- podkreśla. Jego zdaniem stare lampy najlepiej zachować w ich oryginalnej postaci, bez ingerowania w konstrukcję i mechanizm. Nawet jeśli nie będziemy ich używać zgodnie z przeznaczeniem, są one po prostu piękne. Współcześnie skupiamy się na funkcji, oszczędności i łatwości w utrzymaniu danego przedmotu. Wielu zauważa już, że przez to nasze wnętrza czy architektura straciły duszę. Lampy naftowe to przykład myśli, która odeszła już w zapomnienie: piękno i funkcja mogą i powinny iść w parze.
Oszczędności nie będzie
A czy dziś można jeszcze korzystać z lamp naftowych zamiast elektrycznego oświetlenia? Okazuje się, że zakup paliwa nie stanowi problemu, choć jego cena może zniechęcać, o czym mówi pan Jan. W jego domu lampy pełnią głównie funkcję dekoracyjną.
Dla kolekcjonera z Tuszowa Narodowego najważniejsze jest jednak coś innego. Lampy, które kiedyś były zwykłym elementem wyposażenia domów, dziś tworzą wyjątkowy zbiór. A od dwóch egzemplarzy podarowanych przez znajomego do około 70 zgromadzonych lamp droga okazała się krótsza, niż pan Jan mógł przypuszczać.
Komentarze (0)