reklama

Czy w Mielcu powstanie uczelnia? Nowakowski: raczej nie.

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Czy w Mielcu powstanie uczelnia? Nowakowski: raczej nie. - Zdjęcie główne
Autor: Jb
Zobacz
galerię
15
zdjęć

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościO wymarzonym Mielcu, perspektywie na wyższą uczelnię oraz o rozwoju BCU rozmawiamy ze Zdzisławem Nowakowskim.
reklama

Giovanna Jakimowicz: Panie dyrektorze, nowe kierunki w Branżowym Centrum Umiejętności. Co się będzie działo i jak będą wyglądać zajęcia?

Zdzisław Nowakowski: Zacznę od małego sprostowania. Branżowe Centrum Umiejętności nie jest placówką, która rekrutuje młodzież na nowe kierunki kształcenia. Współpracujemy z mieleckimi szkołami technicznymi, czyli Zespołem Szkół Technicznych oraz Zespołem Szkół im. prof. Janusza Groszkowskiego. Naszym celem jest wspieranie tych szkół w zakresie kształcenia zawodowego, technicznego i przede wszystkim praktycznego.

To właśnie szkoły kierują do nas uczniów na zajęcia, głównie te praktyczne. Branżowe Centrum Umiejętności jest nową instytucją w naszej strukturze i od 1 września, już po zakończeniu zamkniętego projektu, współpracuje ze szkołami.

reklama

Ważnymi dla nas kierunkami są oczywiście dwa kierunki lotnicze, czyli technik mechanik lotniczy oraz technik awionik. Są to kierunki prowadzone w Zespole Szkół Technicznych. Technik mechanik lotniczy, jak sama nazwa wskazuje, jest bardziej ukierunkowany na kształcenie mechaniczne. Natomiast w przypadku technika awionika bardzo dużo miejsca zajmuje elektronika i elektryka, czyli wykonywanie różnego rodzaju instalacji pokładowych dla samolotów.

W przypadku Zespołu Szkół im. prof. Janusza Groszkowskiego ważnym kierunkiem jest technik spawalnictwa. W moim przekonaniu warto kształcić uczniów w tym zawodzie, ponieważ potrzeby rynku pracy są bardzo duże.

Natomiast w zawodach lotniczych potrzeby rynku pracy w najbliższej perspektywie są nie tylko duże, ale ogromne.

reklama

Oczywiście kontynuujemy również to, co rozpoczęliśmy wiele lat temu w naszej instytucji, której pełna nazwa brzmi Centrum Kształcenia Praktycznego i Doskonalenia Nauczycieli w Mielcu. W tej strukturze działa również Centrum Kształcenia Zawodowego, które wcześniej organizowało zajęcia dla młodzieży.

Mamy między innymi słynny kierunek technik robotyk, wymyślony w Mielcu, który bardzo dobrze się rozwija. Drugim ciekawym kierunkiem jest zawód związany z grafiką komputerową, gdzie kształci się bardzo dużo dziewczyn.

Chcę również wspomnieć o zawodzie patronackim. W tym roku podpisaliśmy trójstronne porozumienie między Polskimi Zakładami Lotniczymi, Zespołem Szkół Technicznych oraz Branżowym Centrum Umiejętności. Wspólnymi siłami będziemy kształcić młodzież w zawodzie monter maszyn i urządzeń, bo takie są potrzeby przemysłu technicznego.

reklama

PZL chce patronować tej klasie. Część zajęć będzie odbywać się w Zespole Szkół Technicznych, część u nas - głównie zajęcia praktyczne, ale także część zajęć w Polskich Zakładach Lotniczych.

Wydaje się, że jest to najciekawszy model współpracy, który integruje kilka instytucji. Dochodzimy do modelu trochę niemieckiego, czyli systemu dualnego, gdzie już od początku szkoły średniej wiadomo, w jakim kierunku młody człowiek będzie rozwijał swoją ścieżkę zawodową.

Czyli mówimy o systemie, który łączy szkołę i przemysł, podobnym do niemieckiego, gdzie uczniowie są kształceni z myślą o miejscu pracy w konkretnej firmie?

Tak. To są pewne elementy kształcenia dualnego. Bardzo ważne jest to, że w ustawie zapisano, iż Branżowe Centra Umiejętności mają integrować różne instytucje wokół wspólnego celu edukacyjnego.

reklama

Jeśli mamy przemysł, szkoły i naszą placówkę, to te elementy bardzo dobrze się uzupełniają. W Mielcu nie mamy uczelni wyższej.

A czy będziemy mieć? 

W moim przekonaniu nie. Oczywiście nigdy nie mówi się „nigdy”, ale nie chciałbym oszukiwać młodych ludzi i obiecywać, że taka uczelnia powstanie.

Były osoby, które w kampaniach wyborczych mówiły o utworzeniu wyższej szkoły zawodowej, ale moim zdaniem z kilku powodów będzie to bardzo trudne.

Zdaje się był to pan prezydent. Czemu pana zdaniem nie ma widoków na spełnienie tej obietnicy? 

Wpływa na to przede wszystkim demografia. Młodych ludzi jest coraz mniej.

Chciałbym przywołać przykład z przeszłości, bo jest on bardzo interesujący. Wiele lat temu w Mielcu, dzięki współpracy z Akademią Górniczo-Hutniczą, Agencją Rozwoju Przemysłu, większymi mieleckimi firmami, samorządem miasta oraz instytucjami, którymi kierowałem, powstał zamiejscowy oddział dydaktyczny.

Żeby taki oddział mógł funkcjonować, potrzebna była zgoda ministra nauki i szkolnictwa wyższego. Taka zgoda została wydana.

Oddział był prowadzony przez Wydział Inżynierii Mechanicznej i Robotyki Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Dużym wsparciem i głównym organizatorem tego przedsięwzięcia ze strony AGH był profesor doktor habilitowany inżynier Bolesław Karwat.

To bardzo dobrze funkcjonowało przez około osiem lat. W sumie z tej możliwości skorzystało ponad 400 studentów. Były to studia licencjackie, które dawały tytuł inżyniera. Ponad 200 osób zdobyło ten tytuł. Z tej grupy około 50 osób kontynuowało później naukę na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie i zdobyło tytuły magistrów inżynierów mechaników.

To była bardzo ciekawa formuła, bo te osoby pracowały w Mielcu, studiowały w Mielcu i w Mielcu zostawały.

Świetny układ, prawie jak merkantylizm. 

Tak, była nawet kontrola Najwyższej Izby Kontroli, która sprawdzała funkcjonowanie zamiejscowych oddziałów dydaktycznych. Obawialiśmy się, czego będą szukać, ale efekt był taki, że zostaliśmy bardzo dobrze ocenieni.

W ogólnopolskich mediach wskazywano, że takie rozwiązania powinny się rozwijać, ponieważ w przypadku miast takich jak Mielec przynoszą bardzo konkretne korzyści. Ludzie mogą pracować, studiować i zdobywać wiedzę bez konieczności wyjazdu.

Problemem jest jednak to, że absolwenci liceów bardzo często wyjeżdżają na studia poza Mielec i często już tutaj nie wracają.

Niestety później minister nauki i szkolnictwa wyższego podjęła decyzję, że studia nie mogą być prowadzone poza głównym ośrodkiem uczelni - w tym przypadku poza Krakowem.

Wspomniał pan o zamiejscowym oddziale dydaktycznym. Skoro to rozwiązanie tak dobrze działało, dlaczego nie udało się go kontynuować?

Nie wszystkie takie oddziały funkcjonowały dobrze. Mielec był przykładem pozytywnym, ale mimo tego nie mogły być one kontynuowane. Stąd zrodził się pomysł, aby w Mielcu utworzyć zamiejscowy wydział Akademii Górniczo-Hutniczej na pełnych prawach.

Mam nawet decyzję ministra nauki i szkolnictwa wyższego z 2014 roku. Jest w niej napisane: „Nadaje Wydziałowi Inżynierii Wytwarzania w Mielcu Akademii Górniczo-Hutniczej im. Stanisława Staszica w Krakowie uprawnienia do prowadzenia studiów pierwszego stopnia o profilu ogólnoakademickim na kierunku mechanika i budowa maszyn”.

Mieliśmy więc zgodę na to, aby w Mielcu funkcjonował wydział. Zakładano, że od roku akademickiego 2015/2016 taki wydział rozpocznie działalność.

Podjęliśmy oczywiście działania promocyjne, zachęcaliśmy młodych ludzi, aby zapisali się na studia w Mielcu. I tutaj spotkało nas rozczarowanie, ponieważ zgłosiło się tak mało osób, że nie mogliśmy uruchomić tego kierunku. Mimo że była to Akademia Górniczo-Hutnicza.

Czyli nie udało się przyciągnąć wystarczającej liczby osób nawet na tak prestiżową uczelnię i pewnymi perspektywami na pracę?

No właśnie. Oczywiście informowaliśmy nie tylko mieszkańców Mielca, ale również osoby spoza miasta.

 

Cóż, studia to nie tylko nauka. Ludzie chcą zakosztować studenckiego życia, niekoniecznie mieszkając wtedy z rodzicami.

To prawda, studia to coś więcej. Sam mam dwójkę dzieci i one do Mielca nie wróciły. Ja z żoną wróciłem, więc mamy wynik dwa do dwóch.

Natomiast trzeba pamiętać, że wtedy nie było jeszcze tak dużego niżu demograficznego, jaki mamy obecnie. Dzisiaj nakłada się na to dodatkowy problem - uczelnie w całym kraju mają trudności z pełną rekrutacją. Widzimy, ile szkół zawodowych zmaga się z problemami i jakie pojawiają się próby ich ograniczania czy likwidacji.

Dlatego pytanie, czy obecnie jest sens tworzyć w Mielcu uczelnię techniczną, jest bardzo trudne. Ja osobiście słabo to widzę.

To co w takim razie może być alternatywą?

Właśnie po to powstało Branżowe Centrum Umiejętności, które ma integrować różnego rodzaju instytucje.

W maju, podczas 16. rocznicy Festynu Lotnictwa, zorganizowaliśmy tak zwany Dzień Studencki. Do bazy dydaktycznej Branżowego Centrum Umiejętności, do naszych pracowni technicznych, zaprosiliśmy studentów z Wydziału Mechaniczno-Energetycznego i Lotniczego Politechniki Warszawskiej, Wydziału Mechaniki Lotnictwa Politechniki Rzeszowskiej oraz Wydziału Inżynierii Mechanicznej i Robotyki Akademii Górniczo-Hutniczej.

Studenci przyjechali do naszych pracowni, gdzie razem ze specjalistami z Polskich Zakładów Lotniczych oraz pracownikami naukowymi, z którymi współpracujemy, uczestniczyli w kilkugodzinnych warsztatach i seminariach.

Chodziło o to, aby zobaczyli, czego uczymy, jakie kompetencje można tutaj zdobywać i jakie mamy możliwości.

Otrzymaliśmy później listy od studentów z prośbą, aby ponownie zaprosić ich na takie zajęcia.

Czyli zamiast tworzenia własnej uczelni widzi pan większą szansę we współpracy z istniejącymi uczelniami?

Tak. Widzę możliwość nie tworzenia własnej uczelni technicznej, ale współpracy z uczelniami technicznymi - na podobnej zasadzie, jak Branżowe Centrum Umiejętności współpracuje ze szkołami.

W statucie mamy zapisane, że takie zajęcia możemy proponować studentom i chcemy to rozwijać. Studenci mogliby przyjeżdżać do Mielca na kilka dni, tydzień czy w innej formule - to jest jeszcze kwestia do wypracowania.

Chodzi o to, aby z jednej strony mieli zajęcia u nas, a z drugiej mogli współpracować z zakładami pracy działającymi w mieleckiej strefie przemysłowej.

Takie rozwiązania już ćwiczyliśmy podczas festiwalu. Oczywiście pozostaje kwestia finansowania. Kiedy realizowaliśmy projekt, mogliśmy pokryć wszystkie koszty, łącznie z przyjazdem studentów do Mielca.

Jeżeli nie będzie projektu, trzeba będzie znaleźć inne rozwiązanie, bo jest to kwestia wymagająca odpowiedniego zaplanowania.

Czyli uczelnia sama w sobie raczej nie powstanie?

Poprawię się - wydaje mi się, że nie powstanie. Ja jej nie będę tworzył. Bardziej chciałbym współpracować z istniejącymi instytucjami i uczelniami.

Na pewne działania możemy przeznaczyć nasze środki, bo mamy na to dotację z Ministerstwa Edukacji. Na inne rzeczy już nie. Wiele zależy od tego, czy uda nam się przygotować i zrealizować odpowiednie projekty. Zdecydowanie będziemy jednak dążyć do tego, aby takie projekty powstawały i żeby studenci przyjeżdżali do Mielca.

Po co? Być może część z nich przekona się do naszego miasta i później zdecyduje się tutaj pracować. Może brzmi to trochę naiwnie, ale trzeba mieć ambitne plany.

A gdyby jednak ktoś podjął próbę stworzenia uczelni w Mielcu - nie byłby pan temu przeciwny?

Jeżeli ktoś będzie chciał stworzyć uczelnię i będzie widział, że ma ona rację bytu, to na pewno nie będę przeszkadzał. Wręcz przeciwnie - jeżeli będę mógł pomóc, instytucjonalnie, a może także dzięki kontaktom, które posiadam w tym obszarze, będę takie działania wspierał.

Trzeba jednak patrzeć obiektywnie na sytuację.

Jednym z problemów jest demografia. Mielec, podobnie jak wiele innych miast, starzeje się. Jak w takim razie zatrzymać młodych ludzi?

Demografia jest taka, jaka jest. Społeczeństwo generalnie się starzeje. Przybywa osób, którym trzeba stworzyć dobre i bezpieczne warunki do życia, z odpowiednią ofertą kulturalną, sportową i rekreacyjną.

Natomiast pytanie brzmi: jak pozyskać młodych ludzi?

Być może właśnie poprzez dobrą ofertę edukacyjną. Chodzi o to, aby młodzi mogli w Mielcu zdobywać odpowiednie umiejętności i kwalifikacje, mieli możliwość znalezienia pracy, mieszkania, wybudowania domu. Ważne są również miejsca w żłobkach, przedszkolach i dobre szkoły. Nad tym wszystkim trzeba pracować.

Jaka jest pana wizja Mielca? Mielca marzeń?

Mielec marzeń to trochę inna wizja niż Mielec konkretów. Dlaczego wróciłem do Mielca? Po pierwsze dlatego, że to moje rodzinne miasto. Tutaj się wychowałem, chodziłem do szkół, tutaj byli moi rodzice. Tutaj podjąłem pracę w Zespole Szkół im. prof. Janusza Groszkowskiego i tutaj mogłem się rozwijać.

Przede wszystkim mogłem spokojnie żyć. Do pracy nie miałem daleko. Jeżeli potrzebowałem innych atrakcji, zawsze można było z nich skorzystać. Dzisiaj komunikacja jest dużo łatwiejsza - zarówno ta tradycyjna, czyli możliwość przemieszczania się, jak i elektroniczna.

Można więc funkcjonować zawodowo praktycznie wszędzie.

Ale to, co daje Mielec, a czego nie daje duże miasto, to bezpieczeństwo, spokój i chyba po prostu lepszą jakość życia. Być może właśnie tym można zachęcać młodych ludzi, żeby chcieli tutaj wrócić i pracować.

Czy Mielec powinien więc zmieniać swoją ofertę gospodarczą?

Być może w Mielcu potrzebujemy więcej tak zwanych zawodów usługowych, a mniej wyłącznie produkcyjnych. Młodzi ludzie coraz częściej myślą inaczej niż wcześniejsze pokolenia.

Pojawiają się przecież nowe modele pracy - chociażby czterodniowy tydzień pracy czy większa równowaga między życiem zawodowym a prywatnym. Takie badania są prowadzone i pokazują, że młodsze pokolenia zwracają na to uwagę.

Jeżeli więc rozwijalibyśmy więcej pracy usługowej, nie rezygnując oczywiście z przemysłu, to być może byłby to jeden z kierunków, który warto rozważyć.

Czy w tej wizji Mielca przyszłości są również nowe tereny inwestycyjne?

Oczywiście, że tak. Tereny inwestycyjne są ważne. Ale ważne jest również to, aby patrzeć, jaki rodzaj inwestycji chcemy przyciągać.

Rację mają zarówno osoby, które chcą tworzyć nowe tereny inwestycyjne, jak i te, które zwracają uwagę, że powinny być one powiązane z przemysłem, gospodarką i miejscami zamieszkania.

Warto więc zastanowić się, jaki Mielec chcemy budować w przyszłości.

Trzeba też pamiętać o tym, że na rozwój miasta wpływają rzeczy, na które nie mamy pełnej kontroli - przemiany cywilizacyjne, gospodarcze czy technologiczne.

Moim zawodowym zainteresowaniem jest robotyzacja, automatyzacja i informatyzacja. Widzę, jak zmieniają się miejsca pracy.

Czy tych miejsc pracy będzie mniej?

W pewnych obszarach produkcyjnych rzeczywiście może ich być mniej, bo coraz więcej procesów przejmują roboty i automaty.

To trzeba brać pod uwagę, kiedy myślimy o przyszłości miasta.

Mam wrażenie, że czasami w dyskusji o tym, jaki Mielec powinien być za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, zapominamy właśnie o tych zmianach.

Kilkanaście, dwadzieścia czy trzydzieści lat temu mówiono, że Mielec będzie miał 120 tysięcy mieszkańców. Tymczasem dziś mamy około 50 tysięcy.

Czy mieliśmy na to wpływ? Każdy ma na to jakiś wpływ - to jest ta nasza osobista odpowiedzialność.

Ale przede wszystkim trzeba o tym rozmawiać.

Czyli 120 tysięcy mieszkańców Mielca pozostaje już tylko marzeniem?

Jestem optymistą. Oczywiście trzeba być realistą, ale wiele rzeczy podejmowałem w życiu, o których wcześniej słyszałem, że nie da się ich zrobić. A jednak się udawało.

Dlatego warto mieć ambitne cele.

reklama
WRÓĆ DO ARTYKUŁU
Artykuł pochodzi z portalu korso.pl. Kliknij tutaj, aby tam przejść.
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
logo