reklama

Maciej Jemioło: "marszałek zagrał na emocjach ludzi"

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Maciej Jemioło: "marszałek zagrał na emocjach ludzi" - Zdjęcie główne
Autor: Korso JB | Opis: Burmistrz był gościem "Kwadransa z Korso"
Zobacz
galerię
12
zdjęć

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościMaciej Jemioło odpowiedział na słowa marszałka Ortyla na swój temat. Rozmawiamy też o inwestycjach i pomyśle na młody Przecław.
reklama

Giovanna Jakimowicz: Panie burmistrzu, marszałek Władysław Ortyl w niedawnej rozmowie z Korso stwierdził, że burmistrz, który mówi, iż nie potrzebuje drogi wojewódzkiej przez swoją gminę, „szkodzi gminie, szkodzi mieszkańcom”. Jak pan odbiera te słowa?

Maciej Jemioło: Pani redaktor, drodzy mieszkańcy mojej gminy, powiem tak: nie wiem, skąd takie słowa u pana marszałka, bo pewnie nie panu marszałkowi oceniać, czy ja szkodzę gminie i mieszkańcom. Z naszych działań rozliczą nas mieszkańcy, podobnie jak pana marszałka, który też na swojej niwie ma różne inwestycje i je realizuje.

Takie rzeczy są wyrwane z kontekstu niektórych zebrań. Stwierdzenie, że burmistrz Przecławia nie chce drugiej drogi wojewódzkiej, jest nieprawdą. Kilkakrotnie były różne nagrania czy wywiady ze mną i jasno mówiłem, że obecna droga 985 Mielec - Dębica wymaga odciążenia.

reklama

Do mnie także zgłaszają się mieszkańcy. Szczególnie przedstawiciel miejscowości Tuszyma, nasz sołtys Ryszard Brzozowski, który nieustannie mówi nam o poprawie bezpieczeństwa na tej drodze i o potrzebie jej odciążenia. My to wszystko wiemy i chcemy to realizować, żeby poprawić bezpieczeństwo na DW985, jak również odciążyć ją od transportu ciężkiego i ruchu samochodów osobowych, które chcą bezpośrednio dostać się na autostradę.

Dlatego my, jako samorząd, już podczas pierwszych konsultacji przedstawiliśmy panu marszałkowi i Podkarpackiemu Zarządowi Dróg Wojewódzkich warianty przebiegające poza naszą zabudową mieszkaniową jednorodzinną. One również odciążyłyby drogę 985.

Szczególnie preferowanym przez nas wariantem jest wariant wschodni, biegnący wzdłuż ściany lasu i przez las.

reklama

Roboczo nazywamy go „wariantem burmistrza Przecławia”.

Tak, dlatego że, wiemy doskonale, że do 2028 roku jest już zlecone przez pana marszałka zadanie w formule „zaprojektuj i wybuduj”, dotyczące węzła autostradowego Ostrów. Bardzo dobry pomysł, bardzo dobry węzeł, który usprawni komunikację zarówno Ropczyc, jak i mojej gminy. Tutaj pana marszałka za to chwalę. Dlatego naszą ideą było, żeby wyprowadzić ruch tranzytowy i ruch samochodów osobowych na autostradę właśnie do tego węzła.

Kiedy przeczytał pan ten wywiad lub usłyszał wypowiedzi marszałka, jak pan się poczuł? Padło tam wiele dość ostrych stwierdzeń na pana temat.

Zgadza się. Nie wiem, czym kierował się pan marszałek, bo to jest jego subiektywne odczucie. Ja nigdy publicznie nie będę nikogo negował, dlatego że zawsze działam na faktach i na tym, co się dzieje w przestrzeni publicznej. Też mógłbym powiedzieć, że pan marszałek Ortyl szkodzi Podkarpaciu, ale ja tego nie chcę. Nie uważam tak, dlatego że bardzo dużo rzeczy jest bardzo pozytywnych.

reklama

Nigdy z panem marszałkiem zwady nie miałem, bo teraz w przestrzeni publicznej pojawia się stwierdzenie, że podpadłem panu marszałkowi. Nie uważam, żebym mu podpadł. Ja, szanowni państwo, po prostu wykonuję swój mandat i korzystam z zaufania, jakim obdarzyli mnie moi mieszkańcy. Wsłuchuję się w ich głos, wiem, jakie są potrzeby i mam z nimi kontakt na bieżąco, na co dzień.

Marszałek zarzuca panu, że zamiast myśleć o ogólnym, wieloletnim rozwoju gminy, skupia się pan na chwilowym zdobywaniu poparcia. Czy uważa pan, że z perspektywy czasu protesty przeciwko temu wariantowi mogą przynieść panu polityczne korzyści?

Pani redaktor, zawsze powtarzam to jak mantrę: nie jestem politykiem, jestem samorządowcem. Pan marszałek też powiedział, że nie wie, z jakiej opcji politycznej jestem.

reklama

Może pan zdradzi? 

Nie jestem z żadnej opcji politycznej. Jestem typowym samorządowcem, nie jestem zapisany do żadnej partii. Powiem szczerze, w samorządzie pracuję od 1994 roku, także mam naprawdę bardzo duże doświadczenie merytoryczne.

Odpowiadając na pani pytanie, ale też na słowa pana marszałka, mam szeroką wizję rozwoju gminy Przecław. To nie polega tylko na jednej drodze i terenach inwestycyjnych. Możemy polemizować, czy akurat w tym miejscu, gdzie miałby przebiegać wariant wschodni, bo nie wiemy jeszcze, który zostanie zaakceptowany, potrzebne są nam jako gminie tereny inwestycyjne.

Wiemy doskonale, że bardzo dużo terenów inwestycyjnych mamy w Mielcu, na osiedlu Rzochów, które bezpośrednio sąsiaduje z moją gminą. Ciężko byłoby pewnie konkurować, żebym ja jako burmistrz Przecławia ściągnął jakieś konkretne firmy na mój teren, dlatego że wiemy, iż nawet w specjalnej strefie ekonomicznej wybudowano dużo hal, które nie mogą znaleźć inwestorów.

Może jednak na zasadzie synergii czy ciągłości można byłoby to zrobić? Zapytam jeszcze o sam Przecław. To bardzo młode miasto. Czy nie potrzebuje właśnie czegoś takiego jak nowa droga, która przyciągnęłaby sklepy, lokale czy firmy?

Miasto Przecław, tak jak pani powiedziała, w 2010 roku odzyskało prawa miejskie. Bo jak się szuka dokumentów, to okazuje się, że te prawa miejskie nigdy nie zostały zabrane, tylko w wyniku ówczesnej reformy administracyjnej Przecław po prostu stał się wsią.

Powiem tak: ja nie mówię, że druga droga wojewódzka nie będzie potrzebna, bo ona będzie potrzebna. Tylko, szanowni państwo, mamy też szereg dróg powiatowych i gminnych w bardzo dobrym stanie. Na dzień dzisiejszy śmiem twierdzić, że 95 procent dróg gminnych mamy asfaltowych.

Gdyby jedna droga wojewódzka powstała obok drugiej drogi wojewódzkiej, bo takie też były warianty... Wiemy, że rozmawiamy już od kilku dobrych miesięcy o różnych wariantach. Powoli przesuwamy je w stronę wschodu i lasu, czyli tej koncepcji, którą przedstawiłem podczas konsultacji jako preferowaną przez nas, mieszkańców i burmistrza. Powiem szczerze, dużo mówiło się też o tym, że te zebrania były niepotrzebne. Ja uważam, że były potrzebne.

A kto mówił, że były niepotrzebne?

Pan marszałek, ludzie pracujący w Podkarpackim Zarządzie Dróg Wojewódzkich. Nie ukrywam tego, bo zawsze mówię o faktach. Miałem telefon od zastępcy dyrektora PZDW: „Po co to zebranie w Przecławiu? Jeszcze nie ten czas”.

A kiedy byłby taki czas zdaniem tego pana?

Dla mnie, pani redaktor, na każdym etapie takiego postępowania jest czas na konsultacje, bo to jest bardzo ważne postępowanie. Rozumiem też inwestorów czy firmę projektową, że muszą mieć coś, żeby pokazać, ale to, czego mi zabrakło i od czego zacząłem, to konkretnych konsultacji również z samorządami.

Później było wielkie spotkanie w Dobryninie. Padło tam wiele informacji, między innymi dotyczących tego, jak brane są pod uwagę decyzje o warunkach zabudowy na naszym terenie. Mówiono też, że wariant W1.4, który ostatnio został przedstawiony przez PZDW i wzbudził wiele kontrowersji wśród mieszkańców Podboru i Dobrynina, wynikał z ankiet i konsultacji.

No, szanowni państwo, ankiet było ponad dwa tysiące. Z tego, co wiem, jedna została uznana za zasadną, a reszta nie.

Ale zostało wyjaśnione, dlaczego pozostałe ankiety nie zostały uznane za zasadne?

Ja aż tak nie zagłębiałem się w te dokumenty, bo, tak jak mówię, nie jestem inwestorem. Ktoś za to odpowiada. Jeżeli już będzie konkretnie i ostatecznie przyjęty dany wariant, będzie dokumentacja, możemy wtedy też na to popatrzeć. Ale może nie jest to w tym momencie aż tak istotne.

Pani redaktor, ankiety, które spłynęły do Podkarpackiego Zarządu Dróg Wojewódzkich, były dla mnie ankietami nie do końca odzwierciedlającymi to, czego ludzie potrzebują. Popatrzmy nawet na pierwsze pytanie w ankiecie: „Za którym wariantem jesteś?”.

Były wtedy trzy warianty.

W pewnym momencie ludzie zaczęli się zastanawiać, który wariant byłby najbardziej optymalny, ale później w przestrzeni publicznej, na forach internetowych, zaczęli nawoływać się do przerzucania wariantu jak najdalej od siebie.

Jeżeli jestem inwestorem czy projektantem i wiem o takich rzeczach, to ciężko byłoby mi wybrać, który wariant ludzie rzeczywiście wybrali, bo poszło to nie w tę stronę, w którą powinno.

Ostatecznie więc zapytam: czy ta droga jest Przecławiowi potrzebna, czy nie?

Szanowni państwo, bardzo jest potrzebna. Tylko, tak jak mówię, w przestrzeni publicznej czy na zebraniach, zarówno w Dobryninie, jak i w Przecławiu, padły bardzo ważne słowa i pytania, na które do tej pory nie mamy odpowiedzi.

Dlaczego nie można poprowadzić jej tak, jak my chcemy, czyli wariantem, który nazwała pani „wariantem burmistrza”, po obrzeżach lasu, i zrobić ronda na drodze 986, która jest modernizowana pod węzeł autostradowy w Ostrowie?

To jest konkretne pytanie. W większości odpowiedzi słyszeliśmy, że przez lasy nie można. Ale w trakcie tych konsultacji zauważyliśmy, że na przykład przy osiedlu Rzochów dało się to zrobić. Czyli jest możliwość. To dlaczego nie zrobimy tego w Dobryninie?

Ma pan jakieś podejrzenia? Bo jednak w innych miejscach udało się zmienić przebieg trasy.

Ostatnie wypowiedzi pana marszałka pokazały, że chodzi również o połączenie dwóch stref, bo jedna firma będzie robić śrubki, a druga chyba nakrętki. Nie pamiętam dokładnie. Jeżeli łączymy dwa ośrodki strefowe, to mówmy jasno: łączymy dwa ośrodki strefowe. Dlaczego więc nie da się poprowadzić drogi przez las i włączyć jej trochę dalej do DW986, żeby było blisko do autostrady?

Moim zdaniem nie odpowiedziano mi też na pytanie, jaki procent tego ciężkiego tranzytu kieruje się na autostradę. Jaki procent samochodów osobowych jedzie stricte na autostradę, nie licząc mieszkańców Tuszymy, Rzemienia, Pustkowa czy Brzeźnicy, bo oni i tak będą dojeżdżać i dojeżdżają.

Korso: Mówi pan, że droga jest potrzebna, a jednak wcześniej padły z pana ust słowa, że droga wojewódzka przez gminę jest niepotrzebna.

Bo to było, pani redaktor, na samym początku tych wszystkich konsultacji. Uważałem, że dla nas lepsza byłaby obwodnica, czyli droga prowadząca do tego węzła autostradowego. Dlatego zasugerowałem się obwodnicą i mówiłem, że droga wojewódzka jest niepotrzebna.

To jest tylko kategoryzacja dróg, ale dla nas nie ma znaczenia, jaka to będzie droga - wojewódzka czy nazwijmy ją obwodnicą. Dla nas znaczenie ma fakt, w którym miejscu ona będzie przebiegać.

A czy pan jako burmistrz ma możliwość zawetowania tego rozwiązania? Czy może pan powiedzieć: albo droga przebiegnie tak, jak chcemy, albo jej nie chcemy?

Nie mam możliwości weta, pani redaktor. Mam tylko możliwość opiniowania czy przedstawiania swoich wizji i poglądów, które dotyczą tej drogi lub strategii, którą przyjąłem, dotyczącej tego, jak chcę dalej rozwijać gminę.

Dodam też, że na spotkaniu w Przecławiu, gdzie było prawie 600 osób, naprawdę bardzo dużo nam to dało. Ludzie się wypowiedzieli, a my jako samorząd wiemy, czego oczekują i jak podchodzą do tego tematu.

Padły też takie słowa, że szkodzę mieszkańcom. Powiem szczerze, trochę mnie to zabolało, bo jakoś nie widzę w mojej przestrzeni publicznej, żeby ludzie mówili mi, że im szkodzę.

Korso: Podczas spotkań pojawiało się wiele komentarzy popierających pana stanowisko.

Maciej Jemioło: Tak, ale ja na komentarze nie zwracam uwagi. Sam nigdy w życiu nigdzie nie wystawiłem komentarza.

Korso: Skąd pan wie, że to, co pan robi, spotyka się z poparciem mieszkańców?

Maciej Jemioło: Pani redaktor, pewnie to mieszkańcy oceniają, ale ja jestem człowiekiem, który zawsze mówi to, co myśli, i mówi prawdę.

Jeżeli widzę, że chcę coś zrobić w określony sposób, to tak robię. Jeżeli ktoś ma inny, lepszy pomysł, zweryfikuję to, przyznam się, że miałem złe myślenie. Dlatego też nie podobało mi się, że pan marszałek troszkę zaczął grać na emocjach ludzi. Mówił o mieszkańcach, którzy już mieszkają przy drodze 985, że jest dużo telefonów, że mają ciężko wyjechać, że jest niebezpiecznie. Ja też właśnie o nich chcę zadbać.

Bo to, co powiedziałem, odsunięcie tych wariantów poza strefę zurbanizowaną i zabudowę mieszkaniową jednorodzinną pozwoli wyciągnąć ciężki tranzyt oraz samochody, które jadą na autostradę.

Zadawaliśmy też pytanie, czy w ogóle były takie obliczenia, ile to jest procent. Nie wiem, 30, 40? Bo jeżeli to będzie na przykład 30 procent ciężkiego tranzytu i 30 procent samochodów osobowych, to już ta droga będzie odciążona i będzie można przy niej normalnie funkcjonować i żyć.

Z drugiej strony niech państwo popatrzą na moje wypowiedzi, które były dużo, dużo wcześniej, kiedy nie było jeszcze podwariantów W1.4, W1.5, W1.6. Były konkretnie trzy warianty i ten wschodni z trzema podwariantami. Nikt nie wiedział, który zostanie wybrany.

Niech pani redaktor wyobrazi sobie wariant W2. Ten, który przebiegał przez środek, jeśli chodzi o moją gminę, wzdłuż torów w Rzemieniu. Później przechodził na drugą stronę, koło młyna w Rzemieniu, mieszkańcy wiedzą, gdzie to jest, i biegł między Wisłoką a domami przy Tuszymie aż w stronę Dębicy.

Jeżeli wybrano by wariant W2, to jak poprawiłby on funkcjonowanie, mieszkanie czy życie tych mieszkańców przy obecnej drodze wojewódzkiej 985 Mielec - Dębica? On by ich jeszcze opasał taką opaską, jedną drogą z jednej strony, drugą z drugiej.

Ja wiedziałem, że ten wariant nie przejdzie, ale ktoś go wymyślił.

To po co został narysowany? Żeby inne były bardziej atrakcyjne?

Nie wiem, pani redaktor, nie jestem inwestorem. Nie rozmawiałem z firmą projektową, chociaż w różnych pismach prosiliśmy o takie typowo robocze spotkanie, żeby przyjechać do nas, do gminy, bo my mamy największą wiedzę.

Dzisiaj, szanowni państwo, tworzone są plany ogólne. To dokument planistyczny, który pokazuje rozwój danej gminy, co i gdzie chcemy zrobić. Nikt tego nie brał pod uwagę, a my już takie projekty mamy. To też jest jakiś wyznacznik tego, jak można poprowadzić dany wariant.

Na dzień dzisiejszy w mojej gminie mam chyba, już dokładnie nie pamiętam, 2500 wniosków o decyzje o warunkach zabudowy. Część decyzji została już wydana, większość jeszcze czeka na wydanie. Są to decyzje bezterminowe, a część pięcioletnie.

To też pokazuje, w którym kierunku idziemy, jak idziemy, co i gdzie chcemy zrobić. Pokazuje, jak gmina się rozwija i będzie rozwijać przez najbliższe lata.

Pytałam już o to pana Tomasza Ortyla. Jednak droga to rozwój. To autobusy, przystanki, bliskość głównego traktu komunikacyjnego, oszczędność czasu. Czy przy zastosowaniu ekranów dźwiękochłonnych i nowoczesnych zabezpieczeń takie rozwiązanie nie byłoby jednak korzystne?

My jako samorząd skupiliśmy się najbardziej na tym korytarzu, w którym ma kiedyś powstać ta droga. Bo rozwiązania techniczne będą później, kiedy powstanie już konkretny, szczegółowy projekt techniczny. Wiadomo, że po decyzji środowiskowej, ale akurat tutaj nie ma znaczenia, jak to wszystko po kolei przebiega.

To, co na dzień dzisiejszy widzieliśmy w tym opracowaniu, to wiadukty nad domami i ekrany dźwiękochłonne. Tylko, szanowni państwo, jeżeli od okna ma pani nasyp o wysokości 5-7 metrów, a zaraz za nim ekran dźwiękochłonny i wiadukt, to chyba nie chciałbym tam mieszkać.

Trzeba jeszcze zauważyć jedną rzecz. Nie ma dzisiaj w prawie możliwości, żebyśmy mogli wykupić jakiś szerszy pas, tylko konkretnie teren, przez który przebiega inwestycja, w jej liniach rozgraniczających. Jeżeli ktoś ma do sprzedania wszystko, czyli cały dom i obejście, to w porządku. Jeżeli zostaną wypłacone odpowiednie pieniądze, a wiemy, że będą, bo wycenia to rzeczoznawca majątkowy, to może wybudować się gdzieś indziej.

Ale jeśli ktoś zostaje, bo jego nieruchomość nie będzie wykupiona, to ja tylko współczuję tym ludziom.

Pan marszałek powiedział, że W1.4 jest wariantem ostatecznym. 

Sprotstuje grzecznościowo panią redaktor, marszałek tak powiedział, ale z późniejszej jego wypowiedzi w rozmowie można wywnioskować, że pewne elementy przebiegu mogą jeszcze ulec zmianie.

Czyli pana zdaniem nadal możliwe jest poprowadzenie drogi bardziej przez las, bliżej rozwiązania proponowanego przez pana?

Mam taką nadzieję. 

Czyli ma pan nadzieję, że uda się jeszcze coś zmienić i będą podejmowane kolejne działania? Marszałek użył metafory, że ogień już trzeba gasić, ale pan sądzi, że może uda się jeszcze coś w tym kociołku zamieszać.

Moi mieszkańcy też jeżdżą do pana marszałka, do Podkarpackiego Zarządu Dróg Wojewódzkich, jeżdżą również do pana Zbigniewa Tymuły. Cały czas prowadzone są rozmowy. Mamy nadzieję, że pan marszałek wraz ze swoimi ludźmi wsłucha się w nasze potrzeby i uwzględni je w swoich decyzjach i obliczeniach.

A będzie pan dzwonił do pana marszałka? W rozmowie z nami powiedział, że obaj macie do siebie numery telefonów, ale pan jeszcze do niego nie zadzwonił.

Nie ma problemu. Ja nie mam problemu, żeby pojechać do pana marszałka, rozmawiać z nim czy do niego zadzwonić.

Tylko na dzień dzisiejszy pan marszałek jest tak jakby na końcu osobą decyzyjną. A w tej przestrzeni i w tym czasie, który teraz był, działali projektanci i Podkarpacki Zarząd Dróg Wojewódzkich. Bo zarówno pan marszałek, jak i ja, burmistrz, jesteśmy, jak to się mówi, na końcu tego łańcucha pokarmowego.

Skoro jesteśmy przy temacie rozwoju gminy i jej perspektyw na przyszłość, porozmawiajmy o inwestycjach, które obecnie trwają i które czekają gminę Przecław.

Dzieje się dużo, jak na taką małą gminę. Bo trzeba też powiedzieć, że nie jesteśmy jakimś dużym miastem, tylko gminą miejsko-wiejską. Na dzień dzisiejszy kończymy termomodernizację budynku Szkoły Podstawowej w Przecławiu. To inwestycja za ponad 5 milionów złotych, z dotacją w wysokości 4 milionów.

Poprawa efektywności energetycznej budynku będzie taka, jak powinna być. Spadną rachunki, poprawiło się też bezpieczeństwo dzieci. Ta inwestycja jest właśnie oddawana. Następną inwestycją, którą teraz również oddajemy, są magazyny na sprzęt z obrony cywilnej i ochrony ludności. To inwestycja za 3 miliony złotych, z dotacją w wysokości 2,5 miliona. Także dosyć poważne przedsięwzięcie.

Filia, nazwijmy to tak, drugiego domu kultury, realizowana w ramach Mieleckiego Obszaru Funkcjonalnego, to też ponad 5 milionów złotych. DO tego robimy drogę za około 2 mln, a łączna kwota to ponad 5 mln. Nie móiąc o drobnych rzeczach mamy inwestycji na ponad 20 mln, z pozyskaniem 15 mln zł ze środków zewnętrznych. A w głowie jeszcze sporo pomysłów. 

I o tych pomysłach teraz. Kraków jest miastek historycznym, Mielec lotniczym, Toruń to miasto piernika i Kopernika. A jaki jest pomysł na Przecław? 

Pan Stanisław Mazur - i za to mu dziękuję - troche nas wyręcza w tym temacie, bo to on zakupił zamek Przecław. Tam jest wiele atkacji i dużo się dzieje. Wydarzenie kulturalne przyciągają nie tylko mieszkańców ale także mieszkańców spoza. Podobnie jest z domem kultury. Zamek jest perełką. Rozwijamy szkółki piłkarskie, tam łącznie 350 dzieci jako adeptów. Robimy siłownie dla mieszkańców, chcemy żeby ludzie się ruszali. Mocni jesteśmy też w darcie - w rzucaniu lotkami do tarczy. Jest też wiele pomniejszych rzeczy, ale zdradze to innym razem, aby była niespodzianka. 

Czyli dzieje się w Przecławiu. Czekamy na dalsze wiadomości. Dziękuję panu. 

Dziękuję. 

reklama
WRÓĆ DO ARTYKUŁU
Artykuł pochodzi z portalu korso.pl. Kliknij tutaj, aby tam przejść.
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
logo