Jemioła od kilku lat coraz wyraźniej rozprzestrzenia się w Mielcu. Problem dotyczy już nie tylko zieleni miejskiej, ale także prywatnych działek i mieleckich lasów. Charakterystyczne kuliste skupiska widać dziś na wielu drzewach - zarówno liściastych, jak i iglastych. Wszystko wskazuje na to, że zjawisko będzie narastać.
Choć jemioła bywa kojarzona głównie ze świętami, dla drzew stanowi poważny problem. Jemioła wrasta w gałęzie drzewa i pobiera z niego wodę oraz składniki mineralne, przez co stopniowo osłabia swojego żywiciela. Z czasem porażone drzewo słabnie, usychają mu gałęzie, a przy silnym opanowaniu może obumrzeć całe. Dawniej częściej określano ją jako półpasożyta, czasem wręcz wskazywano na rodzaj symbiozy, jednak dziś - przy pogarszającym się stanie drzew - pracownicy zieleni miejskiej mówią o niej wprost: to pasożyt.
Jemioła najczęściej przenoszona jest przez ptaki, które żywią się jej białymi owocami. Nasiona przyklejają się potem do kory i gałęzi, co pozwala roślinie szybko zajmować kolejne drzewa. Widać, że w Mielcu jemioła osiągnęła prawdziwy sukces.
Jak podkreśla Damian Smoleń, odpowiedzialny za zieleń miejską w MPGK, walka z nią nie jest łatwa.
„Drzewo słabnie z każdą jemiołą. Musimy obcinać zainfekowane gałęzie, jednak bez zezwolenia można usunąć tylko 30% korony. Jak się obetnie z jednej strony, dobrą praktyką jest obciąć je także po drugiej stronie, aby je wypoziomować, by drzewo się nie zawaliło.”
Na razie miasto nie planuje zmasowanej akcji przeciwko jemiole. MPGK zaznacza jednocześnie, że sama roślina nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla ludzi. Nie oznacza to jednak, że problem jest błahy - zagrożone są drzewa, a więc także stan miejskiej zieleni. Najbardziej narażone są topole, brzozy i sosny, drzewa których gałęzie są z natury kruche. Za bardziej odporne uznaje się dęby, buki, leszczyny i derenie. W Mielcu dominują jednak właśnie gatunki podatniejsze na atak jemioły.
„W mieście mamy głównie topole - jeszcze z tych czasów komunistycznych - brzozy, sosen nie jest wiele, ale na nich obserwuje się największy problem. Tylko na Boże Narodzenie cieszymy się z obecności jemioły. Wiadomo, że ekolodzy są przeciwni. Dla mnie jako dla osoby zajmującej się zielenią miejską jest to problem dla drzewa, niebezpieczeństwo dla niego.”
Część osób uważa, że jemioły nie powinno się usuwać, ponieważ stanowi ważny element pożywienia ptaków. Z punktu widzenia utrzymania zieleni miejskiej jest jednak coraz większym problemem. W Mielcu nie chodzi już o pojedyncze przypadki, ale o zjawisko, które zaczyna poważnie zagrażać drzewom w całym mieście, w perspektywie lat wiele drzew przez jemiołę może całkowice uschnąć.
Komentarze (0)