reklama

Mają zgodę na badanie 500 hektarów. Co kryje ziemia mielecka?

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Mają zgodę na badanie 500 hektarów. Co kryje ziemia mielecka? - Zdjęcie główne
Autor: Mieleckie Stowarzyszenie Eksploracyjno-Historyczne | Opis: Członkowie mają przed sobą dużo pracy

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościMieleckie Stowarzyszenie Eksploracyjno-Historyczne ma za sobą miesiące rozmów, uzgodnień i dojazdów do właścicieli gruntów. Efekt? Zgody na prowadzenie poszukiwań zabytków na łącznej powierzchni aż 500 hektarów.
reklama

Mieleccy pasjonaci historii i eksploracji szykują się do dużego projektu badania oraz dokumentowania historii ziemi mieleckiej. Jak informuje znane i lubiane Mieleckie Stowarzyszenie Eksploracyjno-Historyczne, udało się uzyskać zgody właścicieli terenów na prowadzenie poszukiwań zabytków na powierzchni aż 500 hektarów.

Po wielu miesiącach pracy, rozmów, dojazdów i uzgodnień możemy wreszcie zrobić kolejny ważny krok. Udało nam się uzyskać zgody właścicieli terenów na prowadzenie poszukiwań zabytków na ziemi mieleckiej na łącznej powierzchni aż 500 hektarów

- przekazali członkowie stowarzyszenia.

To jednak dopiero jeden z etapów. Jak wyjaśnia w rozmowie z Korso przedstawiciel stowarzyszenia, zgody od właścicieli gruntów są następnie przekazywane do konserwatora zabytków.

reklama

Prywatne grunty, państwowe tereny i las w Piątkowcu

Łączna powierzchnia 500 hektarów obejmuje zarówno tereny prywatne, jak i państwowe. Wśród nich są m.in. tereny w Przecławiu oraz duży obszar lasu w Piątkowcu.

To 500 hektarów to jest zbiorczo: tereny prywatnych osób, które udzieliły nam zgód, oraz tereny państwowe. Mamy na przykład zgody na badania w Przecławiu czy praktycznie cały las w Piątkowcu, gdzie cały czas wykopujemy niewybuchy, ale nie tylko. Więcj nie możemy na razie zdradzić. 

- mówi Mateusz Pieprzny.

Jakie dokładnie? Tego na razie nie można ujawnić. Powód jest prosty: chodzi o bezpieczeństwo miejsc i ochronę potencjalnych stanowisk archeologicznych. Jak dodaje, podobne sytuacje już się zdarzały stąd zespół nauczył się już na własnych błędach:

reklama

Parę razy mieliśmy taką sytuację, że musieliśmy całą noc siedzieć w lesie i pilnować dołka, bo ktoś już się dowiedział. Szczególnie przy grobowcach jest ten problem, że wszyscy myślą, że tam będą nie wiadomo jak cenne przedmioty. Oczywiście tak nie jest

- podkreśla.

Będą szukać także przy dawnej Milicji Obywatelskiej

Jedna z planowanych akcji ma dotyczyć terenu w centrum, przy dawnej Milicji Obywatelskiej. To miejsce związane z historią Wojciecha Lisa oraz Aleksandra i Konstantego Kędziorów.

Dostaliśmy już zgodę od starosty. Teraz czekamy tylko na konserwatora zabytków i będziemy wchodzić na teren dawnej Milicji Obywatelskiej. Tam prawdopodobnie w ziemi nadal leżą różne rzeczy, w miejscu, gdzie znaleziono Wojciecha Lisa oraz Aleksandra Kędziora

reklama

- mówi przedstawiciel Mieleckiego Stowarzyszenia Eksploracyjno-Historycznego.

Ta akcja ma mieć charakter jed nodniowy. W przeciwieństwie do innych lokalizacji, o tym miejscu można już mówić publicznie, ponieważ teren jest zamknięty i zabezpieczony. 

Jak zdobywa się zgodę właścicieli?

Praca eksploratorów nie zaczyna się od wejścia w teren z wykrywaczem metali. Najpierw są mapy, rozmowy i ustalenia. Członkowie stowarzyszenia analizują stare dokumenty, jeżdżą po wsiach i rozmawiają z mieszkańcami. 

Najczęściej wertujemy stare mapy. Jeździmy też po wioskach. Różni ludzie opowiadają nam różne historie. Wiadomo, część traktujemy jako legendy, ale w każdej legendzie może być ziarno prawdy. Później dochodzimy na przykład do tego, że na danej działce była karczma, więc jedziemy do właściciela. Często to są trudne rozmowy

reklama

- opowiada nasz rozmówca. Jak przyznaje, wielu właścicieli początkowo nie ma nic przeciwko poszukiwaniom, ale problem pojawia się przy formalnościach.

Ludzie najczęściej mówią: chodźcie, nie ma problemu. A kiedy dochodzi do momentu, w którym trzeba podpisać papiery, bo wszystko musi być legalne, robią się niepewni. Tam są numery działek. Ale bez tego papieru nie możemy działać.

Zdarzają się też sytuacje, w których właściciel pozwala wejść na teren, ale nie chce niczego podpisywać. Wtedy stowarzyszenie rezygnuje.

Są miejsca, o które trzeba było zabiegać bardzo długo. Jedno z nich, gdzie prawdopodobnie znajduje się mogiła, udało się uzyskać dopiero po dwóch latach rozmów i to dlatego, że włąściciel w internecie zobaczył legalne i dobre działania prowadzone przez grupę. I tu sprawdziło się biblijne powiedzenie: po owocach i poznacie. 

Wykrywacze, GPS i praca „w kratkę”

Poszukiwania prowadzone są przede wszystkim przy użyciu wykrywaczy metali. Członkowie stowarzyszenia wchodzą na wyznaczony teren i przeczesują go systematycznie, poruszając się w tzw. kratkę, czyli według ustalonej siatki. Dzięki temu ograniczają ryzyko pominięcia ważnych znalezisk.

Jeżeli podczas prac natrafią na przedmiot, który może mieć większą wartość historyczną i pochodzić sprzed kilkuset lat, nie mogą go po prostu wydobyć i zabrać. Takie miejsce należy zabezpieczyć, sfotografować oraz oznaczyć współrzędnymi GPS. Następnie informacja trafia do konserwatora zabytków i archeologa, którzy decydują, czy przedmiot może zostać wydobyty przez członków stowarzyszenia, czy powinni zająć się tym specjaliści.

Inaczej wygląda procedura w przypadku niewybuchów, które na tych terenach również są znajdowane. Takie znalezisko trzeba zgłosić policji. Funkcjonariusze zabezpieczają miejsce do czasu przyjazdu saperów. Członkowie stowarzyszenia oznaczają także współrzędne geograficzne każdego niewybuchu, ponieważ później przekazują te informacje konserwatorowi zabytków.

500 hektarów to projekt na lata

Zgody na prowadzenie poszukiwań wydawane są zazwyczaj na rok, z możliwością ich przedłużenia. Przy powierzchni sięgającej 500 hektarów jeden sezon nie wystarczy, aby dokładnie sprawdzić wszystkie tereny.

W stowarzyszeniu działa około 20 osób, dlatego w ciągu roku możliwe będzie jedynie ogólne przeczesanie tak dużego obszaru. Członkowie grupy zakładają, że zgody będą przedłużane na kolejne lata, aby można było kontynuować prace i wracać w miejsca szczególnie istotne z historycznego punktu widzenia.

Dla przykładu, w samym Przecławiu do sprawdzenia jest około 123 hektarów. Jeszcze większy obszar obejmuje Piątkowiec, gdzie chodzi o prawie 250 hektarów. Jak dotąd udało się zbadać tylko połowę terenu. 

Niektóre działki będą wymagały regularnych powrotów. Eksploratorzy zwracają uwagę, że ziemia z roku na rok potrafi wypychać na powierzchnię kolejne metalowe przedmioty. To oznacza, że nawet teren sprawdzony wcześniej może po pewnym czasie przynieść nowe znaleziska.

Jeżeli konserwator zabytków wyda pozytywne decyzje, przed Mieleckim Stowarzyszeniem Eksploracyjno-Historycznym rozpocznie się duże przedsięwzięcie związane z badaniem i dokumentowaniem historii regionu.

reklama
Artykuł pochodzi z portalu korso.pl. Kliknij tutaj, aby tam przejść.
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
logo